Słynni lekarze telewizyjni mają swoje metody stawiania diagnozy i pracy z pacjentami. Znachorowi Kosibie wystarczył rzut oka i kilka powierzchownych reakcji, żeby rozpoznać wewnętrzne uszkodzenie czaszki. Doktor House zaś zapisywał swoje teorie na szybie szminką, należącą do dyrektorki szpitala. Pozostałym lekarzom polecamy raczej drukowanie badań przy użyciu dobrej drukarki. Może to mniej spektakularne, ale za to bardziej skuteczne rozwiązanie.

Konsylium lekarskie. Kilka mądrych głów pochylonych nad świetnej jakości wydrukiem A3. Przypadek jest naprawdę szczególny: dotychczasowe badania diagnostyczne okazały się nierozstrzygające. Wiadomo, że chodzi o nowotwór z przerzutami. Przerzuty widać gołym okiem, można je zlikwidować operacyjnie. Ciągle jednak nie wiadomo, gdzie znajduje się źródło: podstawowy guz. Pacjentkę poddano tomografii komputerowej, pobrano różne wycinki. I nic. W końcu skierowano ją na badanie PET (pozytronową tomografię emisyjną), czyli nieinwazyjne badanie obrazowe wykorzystywane w medycynie nuklearnej. Dane ze skanera zostały przesłane do komputera lekarza, a drukarka usłużnie podsuwa wydruk.

W tej sytuacji od jakości wydruku zależy życie i zdrowie pacjentki. Bystre oczy wpatrują się w wydruk badania PET w rozdzielczości 1200 pikseli. Widać wyraźnie wszystkie kolory, wszystkie niuanse barw. Dzięki temu wreszcie wiadomo, bez żadnych wątpliwości, z idealną precyzją, w którym miejscu ogniskują się komórki nowotworowe. W to miejsce sięgnie skalpel chirurga na sali operacyjnej. Drukowanie badań pozwala ratować życie.

Inna sytuacja. Codzienna praktyka lekarska: zwykłe złamanie nogi. Standardowo pacjent zostaje poddany prześwietleniu, a jego wynik dostaje na płytce CD. Płytka jest wygodna do noszenia, znacznie bardziej niż zdjęcie na kliszy. Kłopot w tym, że w takim przypadku pacjent nie ma pojęcia jak faktycznie wygląda jego noga. Tak więc wszelkie decyzje co do sposobu leczenia oraz własne późniejsze zachowanie pacjenta podczas rehabilitacji nie są oparte na wiedzy. Zdjęcie rentgenowskie jest zapisane w specyficznym formacie, którego zwykle nie odczytuje typowy edytor grafiki. Klisze, jak wspomnieliśmy, są nieporęczne, mogą się połamać, no i blakną. Same z nimi kłopoty. Nawet jeśli pacjent zobaczy swoją złamaną nogę na ekranie w gabinecie lekarza, to nie zabierze tego widoku ze sobą. Bo np. złamał nogę podczas urlopu i teraz wraca do domu.

Z pomocą przychodzi wydruk: w formacie A3, kolorowy, w dobrej rozdzielczości. Pacjent widzi wszystko bardzo dokładnie. Lekarz dokładnie tłumaczy: obrysowuje długopisem złamanie, a potem zamalowuje korektorem lub mazakiem złamanie. Pacjent czuje się lepiej, ponieważ rozumie swoją sytuację. Drukowanie badań powiększa wiedzę pacjenta i wzmacnia proces leczenia.

Drukowanie badań to temat szeroki, który dotyczy niemal każdego lekarza, każdej specjalizacji. Która przyszła mama nie chciałaby mieć kolorowego wydruku swego ostatniego badania USG? Podobnie posiadacze zwyrodnień kręgosłupa, platfusa i wszelkich innych dolegliwości. Większość pacjentów woli, żeby lekarze tłumaczyli im zrozumiale ich stan i pokazywali wyraźne wydruki: czarno-białe albo kolorowe. Pomazane rysunki, z których nic nie wynika i z których pacjent/pacjentka nic nie rozumie, to przeszłość. Przyszłość to drukowanie badań.


Kontakt dla mediów

Rekomendacje Klientów

zobacz dlaczego inni pracują z OKI