Czytniki elektroniczne miały być alternatywą dla tradycyjnych podręczników szkolnych. Jednak E book nie sprawdził się w tej roli zarówno z przyczyn funkcjonalnych, jak i ekonomicznych.

W zeszłym tygodniu Parlament Europejski przegłosował obniżenie podatku VAT na książki elektroniczne. W praktyce oznacza to, że być może w przyszłym roku w Polsce za książki w wersji elektronicznej będą obłożone podatkiem o wysokości 5, a nie jak obecnie 23 proc. Czy przyczyni się to do wzrostu popularności E booków? W przypadku książek, być może tak, ale w przypadku podręczników nie należy się spodziewać, by E book zastąpił typową publikację papierową.

Jeszcze przed rokiem dwutysięcznym wieszczono, że nadejdą czasy, w których tornister przestanie być potrzebny. Funkcje podręczników, a nawet zeszytów szkolnych miały przejąć czytniki elektroniczne. Ta idea wydawała się być bardzo kusząca - uczniowie nie musieliby dźwigać ciężkich tornistrów, nie zapominaliby książek, każde źródło wiedzy byłoby zawsze pod ręką. Do tego nie trzeba by było wydawać pieniędzy na podręczniki. Same plusy. Dwadzieścia lat temu jedyne co stało na przeszkodzie w zrealizowaniu tego pomysłu były problemy techniczne - nie było jeszcze takich urządzeń. Ale od kilku ładnych lat, zwłaszcza od ery tabletów, które zaczęły robić zawrotną karierę w 2013 r., praktycznie nic nie stało na przeszkodzie, by taką myśl wdrożyć w życie. Warto dodać, że E book mógł znaleźć zastosowanie również w innych sferach, jak alternatywa do tradycyjnego nośnika papierowego. Na przykład muzycy czy chórzyści mogliby umieścić w elektronicznym czytniku zbiory nut, które byłyby dostępne natychmiast.

Jednak idea, jaką jest E book przestała być atrakcyjna gdy... okazała się być możliwa do zrealizowania. Dlaczego? Przyczyn jest kilka. Przede wszystkim okazało się, że to rozwiązanie wcale nie jest tańsze. Książka raz kupiona może być używana przez lata. W przypadku uczniów indywidualnych może być odsprzedana (wprawdzie trudno powiedzieć to o Polsce, gdzie obecnie bardzo często podręczniki po roku tracą swoją ważność, ale piszemy tu raczej o tendencjach ogólnoświatowych). Bardzo obrazowy jest przykład szkół czy kursów gdzie zakup podręczników jest po stronie organizatora. Instytucja owszem, musi wydać pieniądze na zakup książek, użycza kursantowi, który po zakończeniu nauki je oddaje do ponownego użycia. Raz kupiona książka może być używana przez długie lata. A E book? Nie tylko trzeba go kupić (a jest to wydatek dużo większy, niż w przypadku książki), następnie trzeba kupić licencję na treść, licencja zwykle trwa rok, po którym trzeba za nią zapłacić ponownie. Tu warto zwrócić uwagę, że system systematycznego płacenia za dostęp do pożądanych zasobów w innych dziedzinach sprawdza się bardzo dobrze. Subskrybujemy oprogramowanie biurowe, jak np. Office 365, płacimy abonament za dostęp do muzyki np. Spotify, czy dostęp do gier. Opłaty licencyjne to dobry pomysł, ale nie w przypadku edukacji, tu tradycyjny podręcznik okazuje się najlepszym rozwiązaniem. Sceptycy mogą powiedzieć, że książka po kilku latach może być tak zużyta, że nie będzie się nadawała dla kolejnego kursanta. To prawda, jedne podręczniki - w zależności od użytkowników - będą służyć wiele lat albo dwa, trzy. Ale ten kij ma dwa końce, bo E book również może się popsuć, może upaść czy zostać skradziony. Okazuje się więc, że z samego tylko ekonomicznego punktu widzenia, E book wcale nie jest dobrym rozwiązaniem.

Ale to nie wszystko. Większość czytelników nad treść z czytników elektronicznych przedkłada tradycyjny druk na papierze. Powodów jest wiele - tradycyjny druk cieszy się większym zaufaniem, czytający lubią zapach książki, można ją wziąć do poduszki, zaś używanie czytnika przed snem nie jest zdrowe, itd - pisaliśmy na ten temat niejednokrotnie na łamach naszego portalu. Do tych wszystkich argumentów w przypadku książek o profilu edukacyjnym należy dodać jeden, bardzo ważny. Przy książce można się skupić na treści dużo bardziej, niż przy użyciu urządzenia jakim jest E book. Ponadto przy tradycyjnym druku łatwiej jest nawigować po tekście, np. znaleźć pożądany fragment tekstu.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden czynnik. Jak wspomnieliśmy przy okazji opłat licencyjnych, coraz częściej używamy rzeczy, zasobów, których nie jesteśmy właścicielami. Słuchamy muzyki z abonamentu, a nie z własnych płyt, używamy programów, które do nas nie należą, o leasingu sprzętu komputerowego czy aut nie wspominając. Tymczasem podręcznik, książka są zwykle własnością czytelnika. Są fizycznymi obiektami, jakie się posiada. To cecha, której wartość trudno przecenić.


Kontakt dla mediów

Rekomendacje Klientów

zobacz dlaczego inni pracują z OKI