Sprzęt drukujący w biurze – zwykle słabiej zabezpieczony od komputerowego – jest wdzięcznym przedmiotem cyberataków. Ale nawet największa dbałość o bezpieczeństwo może nie wystarczyć w przypadku drukarki laserowej, którą można „podsłuchać” przez laser.

Współczesne urządzenie drukujące jest dziś niczym innym, jak pecetem z opcją druku – ma płytę główną, pamięć, procesor, twardy dysk, całość pracuje pod własnym systemem operacyjnym i jest elementem infrastruktury sieciowej z możliwością komunikacji z komputerami. W praktyce oznacza to, że za pośrednictwem drukarki można się dostać do zasobów firmowych. Dlatego może być takim samym celem ataku hakerów, jak desktopy, notebooki czy inny sprzęt mobilny. O ile administratorzy zapewniają bezpieczeństwo sprzętu komputerowego, to nie zawsze należytą ochroną są objęte drukarki. O tym, jak bardzo krytycznym urządzeniem jest drukarka jeśli chodzi o dostęp do danych firmowych nie trzeba chyba przekonywać nikogo. Niebezpieczeństwo może czyhać nie tylko ze strony cyberprzestępców, ale też nieuczciwych pracowników. Dlatego producenci dbają o bezpieczeństwo sprzętu drukującego na różnych poziomach by uchronić to zwykle najsłabsze ogniwo firmowej sieci.

Niezależnie jednak od tego, jakim priorytetem będzie dla administratorów bezpieczeństwo sprzętu drukującego, w przypadku urządzeń laserowych istnieje niemal niezawodna metoda dotarcia do każdego wydrukowanego dokumentu. Laser, emitując wiązkę laserową jak każde urządzenie elektroniczne, emituje impulsy elektromagnetyczne w paśmie radiowym. Oznacza to, że laser jest nadajnikiem fal radiowych. „Każdy punkt obrazu, który jest umieszczony na papierze, odpowiada jednemu impulsowi w zakresie częstotliwości radiowej” – czytamy w ekspertyzie dotyczącej porównania technologii LED oraz laserowej. Ekspertyzę, na zlecenie Oki Europe, wykonali pracownicy naukowi Politechniki Warszawskiej: dr Georgij Petraszwili oraz dr Leszek Markowski, obaj z Zakładu Technologii Poligraficznych IMiP PW.

W praktyce, impulsy generowane przez laser drukarki mogą być odbierane przez antenę radiową i dzięki zastosowaniu odpowiednich narzędzi, po przetworzeniu przez komputer, mogą być wydrukowane. A jak to wygląda w przypadku drukarek z głowicą LED-ową? „Diody emitujące światło w drukarce LED również wytwarzają impulsy elektromagnetyczne, które mogą być odbierane przez odbiornik, ale ze względu na to, że w linijce diodowej jest dużo diod, a wszystkie migają jednocześnie przy naświetlaniu bębna światłoczułego, powstaje tzw. „biały szum”, który nie pozwala ustalić, gdzie został umieszczony punkt na papierze. Oznacza to, że nie można skopiować obrazu drukowanego na drukarce LED na podstawie sygnału elektromagnetycznego. Właściwość ta  zapewnia bezpieczeństwo drukowanej informacji i preferuje urządzenia LED do drukowania informacji poufnych” – tyle inżynierowie we fragmencie dotyczącym bezpieczeństwa z obszernej ekspertyzy naukowej dotyczącej porównania obu metod druku.

Lista metod użycia urządzenia drukującego do cyberataku jest coraz dłuższa, ale w przypadku rozwiązań Oki, jest ona uboższa o narzędzie o tyle groźne, że niemożliwe do wyeliminowania za pomocą firewalla, najbardziej wyrafinowanego oprogramowania antywirusowego, czy innych sposobów jak aktualizacja sterowników czy monitoring BIOS-u.

 


Kontakt dla mediów

Rekomendacje Klientów

zobacz dlaczego inni pracują z OKI