Zmiana pokoleniowa wymaga od sfery handlu detalicznego radykalnej zmiany podejścia do sposobów informowania o ofercie i reklamowania produktów. Handlowcy muszą pamiętać, że nie należy zmieniać mediów, ale ich zawartość.

„Czasy się zmieniają, ale Pan ciągle jest w komisjach” – ten znany dobrze cytat z kultowego polskiego filmu można sparafrazować w kontekście naszej tematyki: czasy się zmieniają, ale druk jest ciągle na pierwszym miejscu listy mediów w służbie handlu.

Można bowiem powiedzieć tak: Millenialsi są za pan brat z komputerami i wirtualnym światem, zaś pokolenie Z wychowało się ze smartfonem zintegrowanym z dłonią. To znaczy, że online przejmuje kontrolę nad światem, czego konsekwencją sklepy jakie znamy od stuleci stają się reliktem minionej epoki. Automatycznie, skoro nie potrzebne są sklepy, rację bytu tracą drukowane reklamy – skoro nikt nie będzie chodził do sklepu, po co komu banery?

Takie rozumowanie jest całkowicie błędne, a druk jest i będzie podstawowym narzędziem informacji i reklamy w służbie handlu, choć oczywiście musi być dostosowany do potrzeb czasów, czyli m.in. współistnieć z reklamą online. Ale po kolei.

Po pierwsze, zarówno Millenialsi jak i pokolenie Z lubią druk. Pisaliśmy o tym, powołując się na międzynarodowe analizy – dla młodych ludzi treść przekazana drukiem jest bardziej wiarygodna niż ta na ekranie, o czym świadczy skuteczność katalogów drukowanych. Mało tego, lubią sam zapach druku. Po drugie – o czym wspominaliśmy ostatnio – przedstawiciele pokolenia Z nie tylko w większości chętnie idą do sklepu z zamiarem kupienia konkretnego produktu, ale często przy tej okazji dokonują niezamierzonego zakupu.

Dlaczego zatem handel detaliczny jest w odwrocie, jak twierdzą niektórzy? Nie jest w odwrocie, ale przechodzi swoistą metamorfozę wymuszoną przez zmianę preferencji nowego pokolenia klientów. Tak jednoznacznie twierdzą specjaliści, którzy brali udział w zeszłorocznych edycjach międzynarodowych targów RetailExpo, RetailWeek, RetailForum oraz RetailShow (Oki brało udział we wszystkich czterech wydarzeniach). Analizy ekspertów, z których wynika jednoznacznie taka diagnoza, są bardzo długie i niełatwe do przyswojenia. Spróbujmy jednak w krótkich słowach streścić ich przesłanie.

Bardzo dawno temu, klienci wybierali produkty, które były im potrzebne. Gdy towaru zaczęło przybywać i trzeba było pomóc w jego zbycie, angażowano marketing, który pomagał klientom zdefiniować ich potrzeby lub wręcz je kreował i podsuwał rozwiązania pt: właśnie tego potrzebujesz. To trochę tak, jak w przypadku książki „Encyklopedia zdrowia”. Wystarczy otworzyć ten opasły tom na dowolnej stronie i bardzo prawdopodobne, że znajdziemy na niej jednostkę chorobową, która nas właśnie dotyczy. Teraz kształtuje się model trzeci będący przedłużeniem drugiego, w którym produkt jest przeznaczony do ściśle zdefiniowanej grupy, na nawet do konkretnych osób. To personalizacja, której najlepszym przykładem są imienne butelki Coca Coli, dzięki którym producent odnotował pierwsze od dziesięciu lat wzrosty sprzedaży. Takie przykłady można mnożyć – Nike iDS, bluzy Topshop czy słoiki Nutella w lokalnym sklepie.

To doskonały sygnał właśnie dla lokalnego handlu – z pomocą sprzętu drukującego Oki, zarówno drukarek biurowych, (np. z nowej serii C8, czy rozwiązań specjalistycznych, jak nagrodzona ostatnio Oki Pro9541) każdy sklep może tworzyć spersonalizowane etykiety. Może też przygotowywać indywidualne kampanie reklamowe dostosowane do lokalnych, aktualnych potrzeb.

 


Kontakt dla mediów

Rekomendacje Klientów

zobacz dlaczego inni pracują z OKI